Polityka cookies
Ta strona używa plików cookies w celach statystycznych oraz utrzymania sesji użytkownika po zalogowaniu. więcej informacji
Login
Hasło
 
 

Aktualności » Region

Data publikacji: 2017.04.12 14.27.39
W poprzednim wydaniu Forum Regionalnego zapytaliśmy mężczyzn w sądzie o rolę kobiety w życiu mężczyzny i kobiet o rolę mężczyzny w życiu kobiety. Pytanie okazało się zbyt trudne i jedynie trzy osoby udzieliły na nie odpowiedzi. Nie jest to dziwne, dzisiaj, gdy kobiety po wiekach zniewolenia odzyskują swoją siłę, myląc czasami ją z agresją i męskością a mężczyźni poddając się tej sile - niewieścieją, albo poszukują dla siebie własnych nisz. Zmienia się rola mężczyzn i kobiet we wspólnym życiu, zarówno w życiu rodzinnym jak i w życiu społecznym równocześnie jednak w psychice bardzo mocno tkwią jeszcze stereotypy.
Wiele niejasności wprowadza samo hasło równouprawnienie, do którego dążą feministki. Nie jestem feministką. Niestety, ale ten ruch kojarzy mi się z agresją przeciw mężczyznom. Błędnie rozumiane hasło prowadzi bardzo często do nieporozumień. Ja jako kobieta wcale nie chcę być traktowana jak mężczyzna. Chcę być traktowana jak kobieta, bo jestem kobietą. Przede wszystkim jednak chcę być traktowana jak człowiek i zapewne właśnie to było impulsem powstania ruchu feministycznego i  hasła równouprawnienia - traktujmy się z szacunkiem, mężczyźni - kobiety, kobiety - mężczyzn. Wchodzenie w związki nie polega na tym aby komuś służyć, kontrolować, podcinać skrzydła. Wchodzenie w związki powinno polegać na uwznioślaniu siebie wzajemnie, dodawanie skrzydeł, pomocnej dłoni w rozwoju. A jeśli tak ma to wyglądać to wiele stereotypów, zachowań i ról można co najwyżej zapakować i wyrzucić do kosza, albo trwać w nieszczęśliwych związkach, kwitując nieprawdziwym, ale wygodnymi hasłami - nikt nie zrozumie kobiet, nikt nie zrozumie mężczyzn. Chciałabym rozpocząć cykl rozmów, które mam nadzieję przybliżą świat kobiet i świat mężczyzn oraz wspólne role we współczesnym świecie. Wszelkie listy, sugestie i polemika są mile widziane. W związku z tym, że rozmówczyni miała wiele traumatycznych przeżyć, chce pozostać anonimowa. Na potrzeby rozmów poprosiła o imię Anastazja.

- Dlaczego Anastazja?

- Dzisiaj przy wyborze imion niewiele osób zwraca uwagę na ich pierwotne znaczenie, a przecież imię jest z nami od początku do końca. Powinno nas określać. Imię Anastazja wywodzi się od słowa anastasis co znaczy "powstanie", "zmartwychwstanie", imię więc oznacza kobietę zmartwychwstałą. Dobre imię na czas, w którym zaczynamy - wiosna, święta ale również w jakiś sposób mnie określa - umarłam taką jaką byłam, by wskrzesić się z popiołów i narodzić się na nowo. Stara świadomość musiała umrzeć, aby mogła narodzić się nowa. Narodziny bolą, ale inaczej nie da się. Przecież o to właśnie chodzi w świętach Wielkiej Nocy.

Czy kobieta i mężczyzna są tacy sami?
- Absolutnie nie. To dwie całkiem różne istoty, mające różne cele w życiu, przede wszystkim różne uwarunkowania biologiczne. Nigdy nie będziemy takie jak mężczyźni, a mężczyźni tacy jak my - w każdym razie mam taką nadzieję.

Jaka jest rola mężczyzn w życiu kobiety i kobiet w życiu mężczyzny?

- Można to przyrównać do symbolu yin i yang. Nie mam nic wspólnego z tą filozofią, ale sam symbol świetnie obrazuje to, co chcę powiedzieć. Powiedzmy, że mężczyzna to kolor biały, a kobieta - czarny. W białej części tego symbolu jest czarna kropka, w czarnej - biała kropka, ale symbol jest pełny dopiero po połączeniu bieli i czerni z tymi kropkami w środku. W każdym mężczyźnie jest odrobina żeńskiej energii, w każdej kobiecie - odrobina energii męskiej. Ważne, aby nie zachwiać tej równowagi, bo wtedy kobieta zaczyna walczyć jak mężczyzna a mężczyzna niewieścieje. Ale odpowiedzią na twoje pytanie jest pełen symbol - idealnie dopasowane dwie części. Zauważ - one ze sobą nie walczą, nie rozpychają się łokciami o swoją przestrzeń, są dopasowane, współgrają. Mamy wspierać się a nie rywalizować ze sobą. Mamy być partnerami w szacunku do siebie wzajemnie.

Co przede wszystkim zmieniło się w kobietach?

- Kluczowym jest to, że kobiety przestały albo przestają postrzegać siebie jako ofiarę. Walczą o swoje człowieczeństwo. Ale może być i tak, że ofiara stanie się katem.

Co to znaczy?
- Jeśli mężczyźni zbyt będą bronić swoje terytoria, to wtedy może okazać się, że stawiane przez nich mury zostaną rozbite w pył.
Zauważ, że to samce obsikują swój teren, zaznaczają go, samice te terytoria mają gdzieś. Są wolne, dla nich przestrzeń to przestrzeń, a nie świat podzielony obsikanymi drzewami. Tak samo jest w życiu. Mężczyzna wchodzący w związek z kobietą od razu narzuca kaganiec i krótką smycz - mówi "moja", wyznacza granicę, podcina skrzydła, kontroluje, pojawia się zazdrość, uprzedmiotawia, jak rzecz, jak kolejną zdobycz.

Czasami jest odwrotnie
- Oczywiście. Często dokładnie tak samo zachowują się kobiety. Tylko pytanie jak bardzo, do jakiego stopnia, do jakiej granicy można zabierać komuś powietrze? Potem zdziwienie, że ktoś odchodzi ze związku. A co ma zrobić? Może zostać i udusić się, albo odejść i nabrać powietrza. Bo tutaj rodzi się pytanie - kim jesteśmy i dokąd zmierzamy? Kim jest osoba zniewolona w związku i dokąd dojdzie?
Mamy wolną wolę, wolny wybór. Możemy wzajemnie uprzykrzać sobie życie i zniewalać się, a możemy pomagać sobie wzrastać i rozwijać się.

Czyli mieć, albo być?

- Dokładnie. Albo moją własnością jest żona/mąż, albo ja jestem mężem/żoną. To zasadnicza różnica. Albo traktujemy kogoś przedmiotowo - co jest łatwiejsze, albo podmiotowo, co jest trudniejsze, ale zachowujące szacunek do drugiej osoby, jako do samodzielnej jednostki obdarzonej świadomością i wolną wolą.

Słyszałam o kobiecie, która założyła swojemu mężowi dziennik wyjść i wejść.
- No proszę cię! Mam nadzieję, że uciekł z tego związku, gdzie pieprz rośnie. Z drugiej strony musimy pamiętać, że jeśli coś przydarza się nam, to wynika to z naszej zgody na to, najczęściej jest to zgoda wynikająca z nieświadomości, bo logicznie i świadomie nikt nie chce godzić się na cierpienie.

Cierpienie uszlachetnia?
 To nie cierpienie uszlachetnia. To doświadczenie, po prostu zazwyczaj, gdy już jesteśmy pod ścianą, zaczynamy myśleć. Gdy boli, szukamy ujścia bólu i wtedy szukamy innej drogi, przychodzi zrozumienie. Czasami godzimy się na niektóre relacje, bo zwyczajnie mamy nieprzepracowane dzieciństwo, powielamy schematy, wzory. Jesteśmy tak a nie inaczej wychowani  i poddajemy się temu bez zastanowienia. Cierpimy i nie znamy źródła cierpienia, towarzyszą nam lęki i nie znamy ich źródła. Przenosimy to na partnera i przychodzi kolejne niezrozumienie.

Powiedziałaś o wolnej woli. Jak ją rozumiesz?
Moja wolna wola kończy się tam, gdzie zaczyna się Twoja wolna wola. Żyj i pozwól żyć innym, rozwijaj się i pozwól rozwijać się innym, dbaj o to, aby nikt przez ciebie nie cierpiał. Ufam i szanuję. Nie wchodzę w Twoje życie, Ty nie wchodzisz w moje. Nasze drogi są osobnymi drogami. Dzisiaj spotkałyśmy się, jutro każda z nas może być z dala od siebie, ważne co obie wyniesiemy z tego spotkania.

Wspomniałaś o traumach z dzieciństwa, jak mogą przekładać się na nasze dorosłe życie?

Traumy są różne, każdy ma swoje. Może podam swój przykład. Jestem wcześniakiem, moje narodziny to scenariusz na film grozy. (Śmiech). Mama powstrzymywała poród, żeby dojechać do szpitala. Byłam już praktycznie podduszona. Znam tę historię od rodziców. Opowiadali mi ją wiele razy, dla nich to też był ogromny stres. Przez wiele lat miałam poczucie odrzucenia, niechcenia choć mama nigdy nie dawała mi powodów do takiego myślenia. Wręcz przeciwnie, zawsze miała dla nas czas i na rozmowę z nami. Mimo wszystko tkwiło to we mnie, jak kolec. Potem w życiu dorosłym towarzyszyło mi to ciągle. Poszukiwałam akceptacji, ciągłego potwierdzania miłości, ciągle mi czegoś brakowało. Oczywiście to tragicznie wpływało na związki. Teoretycznie wiedziałam, że jestem wcześniakiem, znałam swoją historię narodzin, a jednak dopiero, gdy przestałam poszukiwać na zewnątrz, a zaczęłam w sobie szukać przyczyny, przyszło zrozumienie. To było jak olśnienie. Gdy to zrozumiałam, radykalnie zmienił się mój punkt widzenia, myślenia. Niekreślony żal do mamy minął, bo przecież to nie było tak, że mnie nie chciała. Bała się, panicznie bała się i powstrzymywała poród, aby dotrzeć do szpitala, w karetce był sanitariusz, który błagał ją aby nie rodziła, bo on w życiu nie widział porodu, chciała abym  urodziła się pod fachowym okiem i w odpowiednich warunkach. To tylko jedna z traum, a było ich bardzo wiele. Do tego dodaj wszystkie przekonania w jakich człowiek wzrasta, wzorce przekazane przez rodziców, rodzinę, znajomych, szkołę, tradycję. I co nam wychodzi ostatecznie? Dlaczego pytanie, które było w sondzie okazało się zbyt trudne? To teraz spójrz na stereotypy - kobieta powinna być piękna a mężczyzna nie płacze.

 Co znaczy piękno, co znaczy siła?
I od tego chyba powinno zacząć się zastanawiać. Złe rozumienie prowadzi do chorób i nieszczęść. Co znaczy, że kobieta powinna być piękna? Najnowsze kosmetyki, trendy mody? Kto ustala kanon piękna i kto projektuje modę? Mężczyźni, którzy robią to po co? Aby kobieta była piękna? Powiedz mi, dlaczego mam wyglądać jak modelka, która dla pana X jest wzorem urody? Do czego to prowadzi? Miliony  kobiet na świecie głodzi się, stosuje cud diety aby przynajmniej zbliżyć się do kanonu. Nigdy jednak nie osiągną ideału, ciągle będą poszukiwać akceptacji w oczach mężczyzn i ciągle widzieć zazdrość w oczach kobiet, ciągle będą spotykać inne kobiety, które uznają za bardziej atrakcyjne i ciągle będą nieszczęśliwe. Po co? Przecież piękno to my, to co sobą reprezentujemy, to jak funkcjonujemy a ubiór ma nas dookreślać, pomagać nam, chronić. Oczywiście nie twierdzę, aby nie stosować kosmetyków, nie ubierać modnych rzeczy. Po to są. Ale nie dajmy się wrzucić w wyścig szczurów. Naprawdę nie muszę być najpiękniejsza, najseksowniejsza, nie muszę poszukiwać dowartościowania w oczach innych, bo znam swoją wartość i akceptuję siebie, przy czym jednocześnie cały czas staram się rozwijać. Nie robię tego dla nikogo. Ani dla mamy, ani dla taty, ani dla partnera, znajomych, koleżanek - robię to tylko z egoistycznego powodu - dla siebie. I jest mi z tym dobrze. Nie interesuje mnie czy mam o  fałdkę za dużo czy za mało, czy akurat ten kolor jest modny czy inny. Wagę mam taką, w jakiej ja dobrze się czuję. Pan X z Francji czy New Yorku nie ma bladego pojęcia, jaka waga jest dla mnie najkorzystniejsza, nie wie też o tym sąsiadka. Ona ma swoją wagę i tylko ona wie czy dobrze się w niej czuje. Tak samo z kolorami i ubraniami. Nie interesuje mnie czy modny jest akurat różowy. Nie lubię różowego, lubię niebieski i nikomu nic do tego.

Mężczyźni nie płaczą?
- Tak, prawdziwy mężczyzna nie płacze, nie ukazuje emocji, jest prawdziwym twardzielem, a w wieku czterdziestu lat jest impotentem, ma zawał, albo udar, albo wręcz przeciwnie siada z opasłym brzuszkiem i z piwem w ręku przed telewizorem całkowicie oklapnięty. W każdym z tych przypadków stereotyp pokonuje prawdziwego twardziela. Silny mężczyzna to mężczyzna wyzbyty z uczuć, emocji i łez - tak? A przecież łzy to dar, łzy oczyszczają. Dlaczego kultura zabrania mężczyźnie na oczyszczenie? Podobnie jest z emocjami. Kto tak powiedział, że mężczyzna ma być biorobotem bez uczuć? Emocje to narzędzia, płacz też. Siła polega na czymś innym. Nie na mięśniach i zaciśniętych szczękach ale na stawianiu czoła życiu, na dawaniu poczucia bezpieczeństwa rodzinie. Ochronie jej.
Kobieta i mężczyzna to dwie różne istoty, które, jeśli są świadome - dopełniają się. Jeśli nie - walczą, albo co gorsza - wykorzystują wzajemnie w znaczeniu pasożytnictwa.
Gdy kobieta czuje wsparcie mężczyzny, jego ochronę, sama rozwija skrzydła i rodzi się w niej to czego ma najwięcej - uczucie, emocje, te pozytywne. Wtedy wspierają się, dopełniają, wspólnie tworzą. Nie muszę podzielać pasji mężczyzny, z którym tworzę związek, nawet nie muszę jej rozumieć, on nie musi rozumieć moich. Wystarczy że wspieramy się, że pozwalamy sobie na swoje własne przestrzenie. To tak niewiele.

Jak to rozumiesz?
- Dosłownie. Jeśli mężczyzna lubi majsterkować i zatraca się w garażu na widok silnika i śrubokręta to nie stoję nad nim z zegarkiem w ręku, że 22.00 i pora spać. Nie jest dzieckiem. Zgłodnieje to przyjdzie. Jeśli ja mam swoje pasje, w których potrafię zatracić się, to dlaczego ktoś ma ich nie mieć? A przy okazji zobacz ile nowych tematów do rozmów.

Czy kobieta będąca w związku powinna spotykać się z innymi
mężczyznami?

- Nie ma w tym niczego złego, o ile wciąż pamiętamy o szacunku do naszego partnera, do nas samych i o szacunku do naszych rozmówców. Byłam jeszcze młoda, gdy moi koledzy uświadomili mi coś i do dzisiaj mam to na uwadze. Bardzo często wpadali do mnie na kawę, wiedząc, że jestem w związku. Powiedzieli, że lubią ze mną rozmawiać, bo czują się przy mnie bezpiecznie. Najzwyczajniej w świecie zbaraniałam. Gdy poprosiłam o wyjaśnienie, usłyszałam, że po pierwsze jestem w związku, a po drugie i to najważniejsze - nigdy nie odczuli, że w jakikolwiek sposób podrywam ich, oczekuję od nich czegokolwiek innego poza rozmową. Rozmawiają ze mną jak z koleżanką a nie potencjalną dziewczyną i ja z nimi rozmawiam jak z kolegami a nie potencjalnymi partnerami. Jest granica i szacunek. I teraz, jeśli znajomy podziela moją pasję a tak się złożyło, że jest mężczyzną, to dlaczego nie mogę spotkać się z nim i porozmawiać o wspólnej pasji, wymienić doświadczenia, posłuchać rady, podpowiedzieć coś? Oczywiście nie przekraczając granic. Możemy spotkać się, porozmawiać i rozejść pozdrawiając swoich partnerów. Jeśli relacja jest czysta, to jaki problem? Mało tego. Jeśli naszym przyjacielem jest mężczyzna, to nawet czasami może mnie to ubogacić, pomóc mi w trudnych chwilach swojego związku. Mogę zapytać o to jak daną sytuację, która doprowadziła do konfliktu, widzi mężczyzna. Pozwala mi to wejść w rozumienie drugiej strony i odwrotnie, jeśli to przyjaciel ma problem.

Mówi się, że niemożliwa jest przyjaźń między kobietą a mężczyzną, bo prędzej czy później dojdzie do czegoś więcej.
- Mogę wypowiadać się tylko za siebie, na bazie moich doświadczeń. Mam dobrych kolegów, którzy są dla mnie tak aseksualni, że nawet gdyby była taka sytuacja, że spalibyśmy obok siebie, to i tak do niczego by nie doszło. I jak sądzę z wzajemnością. Znamy się już tak długo, że bardziej traktujemy się jak rodzeństwo, niż obce sobie osoby.  
Dziękuję za rozmowę

                      Magdalena Mucha
Komentarze
Komentarzy: 0
Komentarzy: 0